Dzisiejszy wpis miał zacząć się tekstem: „Nawet nie wiecie, jak trudno jest uwierzyć, ze da się pokonać własne słabości”. Uświadomiłam jednak sobie, że zdanie to będzie kłamstwem, gdyż wielu z Was pewnie boryka się z podobnym problemem. Dlatego czas zacząć traktować lenistwo jako ważną część samego siebie, a zarazem godnego przeciwnika w nierównej walce o odzyskanie motywacji do działania.

Przez cały tydzień zbierałam w sobie pomysły na to, jakie sztuczki można by wykorzystać w trakcie rzeczonej batalii. I uwierzcie mi, jest ich naprawdę mnóstwo! Problem polega jednak na tym, że dopóki nie zrozumie się natury przeciwnika, będą one mniej skuteczne niż walcząc, posiadając tę tajemną wiedzę. Dlatego dziś chcę Wam obnażyć naturę lenistwa – z czego się właściwie składa i jak przezwyciężyć w sobie każdy z tych czynników w osobna.

5 przyczyn lenistwa i jak się z nimi zmierzyć!

Zmęczenie

Świat, w którym żyjemy, okrutnie odziera nas z resztek chwil dla siebie, tych kilku godzin lub nawet minut, które, dobrze wykorzystane, pomogłyby nam odzyskać wewnętrzną równowagę. Tymczasem praca, studia, ciągła pogoń za byciem lepszym człowiekiem sprawiają, że coraz mniej mamy czasu na to, aby spocząć w ulubionej pozycji, wyciszyć się i dać sobie moment na odpoczynek, na uporządkowanie myśli. Wyobraźcie sobie ciągły bieg przed siebie, na pełnych obrotach, taki życiowy ultramaraton: czy bez żadnej przerwy, nawet najmniejszej, mielibyście siłę na to, by przyjąć na swoje barki jeszcze kilka dodatkowych kilometrów?

Jak zwykle – łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Okazuje się bowiem, że najtrudniejsza jest decyzja o tym, że zwolnimy, że wygospodarujemy w ciągu dnia ten czas tylko dla siebie. W natłoku codziennych obowiązków wydaje nam się, że nie ma takiej siły, która wycisnęłaby z tych 24 godzin jeszcze więcej niż dotychczas, dlatego nawet nie podejmujemy walki, poddając się biegowi wydarzeń. Tymczasem cierpi na tym zarówno nasza dusza, jak i nasz organizm. Pojawiają się do tego wyrzuty sumienia, bo przecież gdybyśmy na chwilę przymknęli ocz, by uspokoić skołatane nerwy, cały świat by się zawalił!

Nic zatem dziwnego, że powoli zaczynamy osiągać stan „błogiego” nicniechcenia. Dajmy zatem sobie tę chwilę, bez oceniania, czy nam się ona należy, czy nie. Nie ma nic złego w zwolnieniu tempa, niezależnie od tego, jaki jest tego powód. Nawet pół godziny w ciągu dnia, przeznaczone na nicnierobienie lub ulubioną aktywność sprawi, że odzyskamy siły i chęć do działania.

5 przyczyn lenistwa

Mnie też zdarza się zasnąć ze zmęczenia przy komputerze, a Wam?

Przeładowanie obowiązkami

Bierzemy na siebie zdecydowanie za dużo. Jest wiele przyczyn takiego zachowania, ale z mojej obserwacji wynika, że najczęstszym powodem jest „bo nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie”. Okej, jeśli raz czy dwa razy w miesiącu zdarzy nam się taka sytuacja, nie ma sensu panikować. Ale jeśli codziennie przejmujemy część obowiązków osób w pracy czy naszych bliskich tylko dlatego, że nasz perfekcjonizm jęczy i wyje z zadawanego mu bólu, to coś jest naprawdę nie w porządku.

I wtedy pojawia się on, cały na biało! Mowa o Panie Stresie, który szarpie nam nerwy, wyświetla przed oczami wizje katastrofy i zmusza do jeszcze bardziej intensywnego trybu życia. Wprawdzie stres sprawia, że działamy szybciej, ale dlaczego ma się to odbywać kosztem naszego zdrowia?

Aby odzyskać wewnętrzną równowagę, pozwólmy sobie pomóc. W końcu, jeśli będziemy wykonywać za wszystkich dookoła ich własne obowiązki, oni sami nigdy się niczego nie nauczą! Takie sposób rozumowania prowadzi też do ogólnego rozpieszczenia współpracowników i domowników, bo przecież zawsze jest ktoś, kto wykona ich zadania i to nawet lepiej! Prawda, że to wygodne podejście? A my, wykończeni, padamy na twarz ze zmęczenia, nie dając sobie nawet chwili na to, by wyciszyć umysł przed snem, stopniowo wypalając się.

Aby temu zapobiec, czas wreszcie powiedzieć stop i uświadomić wszystkich dookoła, że teraz jest czas dla nas i naszych potrzeb. To, jak go spożytkujecie, zależy tylko od Was – niech to jednak będzie coś, co ucieszy przede wszystkim Wasze zmęczone ciała i umysły. Regularne praktykowanie przerw na odpoczynek z pewnością da Wam solidnego kopa i rozjaśni sposób myślenia!

Brak inspiracji

W natłoku codziennych obowiązków zapominamy, że kiedyś z nawiązką oddawaliśmy się swoim pasjom: czytaniu i słuchaniu muzyki, grze w planszówki, jeździe na rowerze i wielu, wielu innym. Teraz zaś najprościej jest powiedzieć sobie samemu, że nic mnie nie cieszy – nie ma w moim życiu takiej aktywności, która sprawiałaby mi radość. I uwierzcie mi, że ja wcale się temu nie dziwię, bo w jak można odczuwać przyjemność z przerzucania papierów w pracy, czy mycia naczyń w domu? Z biegiem czasu wszystkie te aktywności zaczynamy robić coraz bardziej leniwie, automatycznie, bez najmniejszego śladu uśmiechu na twarzy.

A gdyby tę chwilę w ciągu dnia, służącą uspokojeniu myśli, przeznaczyć na coś, co naprawdę nas zainspiruje? Na coś, co pozwoli nam poczuć szczere podniecenie zbliżającą się fizyczną lub umysłową przyjemnością? Na coś, co ponownie rozbudzi w nas iskrę odkrywcy i zainspiruje do dalszego zgłębiania tematu? Gwarantuję Wam, że w takich warunkach nie może być mowy o tym, by zakiełkowało w nas lenistwo!

5 przyczyn lenistwa

Ja w odnajdywaniu inspiracji jestem gdzieś pomiędzy książką, wygrzebywaniem muzyki na Youtube a fotografią :).

Zmartwienia

Reprezentuję klasyczny przypadek osoby, która nieba szybciej przychyliłaby innym niż sobie, która prędzej próbuje rozwiązać zmartwienia bliskich niż swoje własne. A do tego dochodzi przeważnie obawa przed pojawieniem się czegoś nowego w moim życiu, myśl, że nie poradzę sobie z postawionymi przede mną obowiązkami. Siedzi we mnie to coś, co wciąż powtarza mi, że wszystko pójdzie nie tak, niezależnie od ogromu wysiłków, które bym w to wkładała. Dlatego lepiej jest zasiąść na kanapie i udawać, że problemu nie ma, że wszystko jakoś samo się rozwiąże.

I założę się, że czytając to, kilkoro z Was na pewno przyzna, że może powiedzieć o sobie to samo.

W czym więc leży problem? Wydaje mi się, że w nieakceptowaniu porażek. Traktujemy siebie jak zaprogramowane cyborgi, które nie mają prawa zrobić czegoś źle, dlatego czasami na wszelki wypadek lepiej się wyłączyć, zanim popełnimy błąd. Taka postawa prowadzi nas wprost w lepkie macki lenistwa, które uwierzcie mi, łatwo nas z nich nie wypuści.

Tymczasem zwyczajne pogodzenie się z tym, że na ścieżce rozwoju mogą przydarzyć nam się porażki, jest zarazem najprostszym lekiem na zmartwienia, a także najtrudniejszym faktem do zaakceptowania. Podarujmy sobie jednak trochę zwyczajnej miłości i zaakceptujmy braki, próbując jednocześnie powoli doskonalić siebie samego.

I na koniec: utknięcie

Każdy z nas pewnie choć raz w życiu trafił na ścianę, na mur nie do pokonania. Wydawało nam się wtedy, że nie ma takiej siły, która mogłaby nieoczekiwanie odwrócić bieg wydarzeń na naszą korzyść. Dokładnie tak samo jest w momencie, gdy zmęczenie, przeładowanie obowiązkami, brak inspiracji i codzienne zmartwienia nakładają się na siebie, tworząc znakomitą pożywkę dla lenistwa.

Do momentu, gdy nie uporamy się z tym, co nas wewnętrznie dręczy, droga do odzyskania wewnętrznej równowagi będzie naprawdę trudna. Dlatego proponuję Wam wzięcie do ręki kartki papieru, długopisu i spisanie punkt po punkcie wszystkich spraw, które składają się na poczucie utknięcia w jednym miejscu. Niech małą podpowiedzią będą dla Was te wcześniej wymienione kwestie. Ja część swoich przeszkadzajek wypisałam już w poprzednim poście, ale wiem, że ta lista jest znacznie dłuższa. Po postawieniu diagnozy będzie Wam łatwiej ruszyć z miejsca!


Czekam na rezultaty Waszych list w komentarzach! Nie bójcie się napisać, co jest Waszą największą słabością – być może takie wyznanie pomoże Wam się otworzyć na zmiany?