Decyzja podjęta – tak, chcę zmienić swoje podejście do czasu i sposobu, w jaki go wykorzystuję. Nie jest on elastyczny, więc nie mogę dołożyć do doby dodatkowej godziny (z której przynajmniej połowę i tak przeznaczyłabym na, jednym słowem, głupoty). Ponadto, mój czas nie jest tylko moim czasem – korzysta z niego również moja rodzina, przyjaciele, znajomi z pracy i pies. Co najgorsze, do tej pory moje umiejętności kontroli uciekających minut i godzin były mizerne.  

Od czego więc najlepiej zacząć samodoskonalenie w byciu produktywną?

Od mocnego postanowienia poprawy. I uświadomienia sobie, jakie są moje najczęstsze błędy w zarządzaniu czasem.

Błędy w zarządzaniu czasem, które popełniałam, czasem popełniam i staram się nie popełniać

 

Odkładam wszystko na później

Jestem mistrzynią w mówieniu sobie, że „przecież mam jeszcze cały weekend, by to skończyć”. To, co miałam zrobić w dwa dni, zamyka się więc w kilku ostatnich godzinach niedzieli. Skutkuje to tym, że adrenalina wzrasta, a ja znów kończę weekend zestresowana i niewypoczęta.

Przecież dokładnie wiem o tym, że znów popełniam ten sam błąd, a poprzednie doświadczenia kończą w koszu na śmieci mojego mózgu (który jest przepastnym miejscem). Tydzień po tygodniu, dzień po dniu, godzina po godzinie, odkładam swoje zdania na później. A ich góra piętrzy się i nawarstwia, tworząc Mount Everest bezproduktywności. Wdzięczna jestem tylko mojemu organizmowi, że tak chętnie chłonie te pokłady adrenaliny, dzięki którym myślę jaśniej, a pomysły nie umykają w odmętach zmęczenia.

  • Rada: Codzienna rutyna plus do dwóch najważniejszych zadań dziennie

Moja praca opiera się na kilku stałych, codziennych zadaniach, których niewykonanie (zwłaszcza kilka dni pod rząd) skutkuje dezorganizacją i słabszymi wynikami. Ustaliłam dla nich sztywne ramy godzinowe, w których muszą być wypełnione,  na przykład:

  • pierwsze zadanie od 8:10 do 9:00,
  • drugie od 11:00 do 12:00,
  • trzecie, najbardziej rozbudowane, od 12:30 do 14:00.

W przerwach pomiędzy nimi staram się ukończyć zadania dodatkowe, które pojawiają się w trakcie tygodnia. W ten sposób panuję nad uciekającym czasem, ujarzmiając go.

Jeśli zaś chodzi o czas prywatny, następuje on wraz z zamknięciem komputera. Pracuję zdalnie (z pewnością poruszę ten temat w następnych postach) i staram się nie wracać do niego aż do następnego dnia, kiedy znów wracam do pracy. W swoim pokoju nie posiadam telewizora, więc oglądam telewizję jedynie wtedy, kiedy przebywam w pokoju dziennym. Ustaliłam sobie za to swój codzienny rytuał, który pomaga mi wykorzystać czas wolny na rozwój samej siebie – popołudnie z herbatą i spacerem (który wiąże się również z odpoczynkiem od migających ekranów), wieczór z książką i pielęgnacją ciała, a noc… z przyjemnościami.

 

Jestem podatna na rozpraszanie

Jestem mało spostrzegawczą osobą, ale za to zauważę wszystko, co potencjalnie może mnie rozproszyć. W pewnym momencie doszło nawet do tego,  że trzy razy dziennie w trakcie pracy czyściłam komputer z kurzu i psiej sierści. Przeszkadzają mi dźwięki z otoczenia (oprócz obowiązkowej Trójki), odrost paznokci widoczny spod hybrydy, nieokiełznane włosy… I, co najważniejsze, EKRANY. Tak, ekrany – a najbardziej mój telefon bogaty w przeróżne aplikacje (nie bez powodu jestem określana jako człowiek-aplikacja, do wszystkiego znajdę pasującą apkę). Smartfon jest również moim narzędziem pracy, więc nie mogę go tak po prostu odłożyć na bok.

  • Rada: Przez większość czasu spędzonego na wykonywaniu zadań w pracy mam wyłączone WiFi w telefonie.

Dzięki temu nie rozpraszają mnie powiadomienia o wiadomościach od znajomych, nowych polubieniach na Instagramie czy przychodzących mailach. Wszystkie komunikaty związane z pracą sprawdzam za pomocą przeglądarki internetowej. Internet w telefonie włączam co dwie godziny na jakieś pięć minut, o ile sytuacja nie wymaga robienia tego częściej. Poza tym odkładam go jak najdalej ode mnie – mam wtedy dodatkową motywację do tego, by wstać z kanapy, kiedy telefon jest mi potrzebny. A dzięki temu błędy w zarządzaniu czasem eliminują się same.

bledy w zarzadzaniu czasem

 

Nie patrzę na zegarek

W pokoju, w którym mieszkam i pracuję, nie ma od dawna zegara ściennego. Zrezygnowałam z niego przy którymś z remontów (zresztą i tak był to dziecinny zegar z Kubusiem Puchatkiem, a przecież posiadanie dziecinnych przedmiotów nie służyło statecznej nastolatce…). Jednakże w przypadku mojego trybu pracy i życia posiadanie go jest niezbędne – rzadko kiedy zwracam bowiem uwagę na prawy dolny róg mojego ekranu, gdzie Windows wyświetla pasek z godziną i czasem. Zauważyłam ponadto, że brak zegara powodował częstsze zerkanie na telefon, a przecież nie mogłam przy okazji nie sprawdzić Facebooka, Instagrama i Twittera…

  • Rada: Oczywiście, kupno nowego zegara!

Wisi on dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym siedzę. Dzięki temu dokładnie wiem, ile czasu pozostało mi na skończenie zadania oraz o której orientacyjnie powinnam skończyć pracę. Działa na mnie motywująco – jeśli widzę, że jest już piętnasta, a ja mam jeszcze coś do zrobienia, robię to o wiele szybciej. Poza tym kupno zegara było dla mnie małą odskocznią, ponieważ starałam się wybrać ten, który najbardziej cieszyłby moje oczy. Błędy w zarządzaniu czasem mogą być więc eliminowane w bardzo przyjemny sposób.

bledy w zarzadzaniu czasem

 

Błędnie pojmuję wolny czas

Bycie zdalnym pracownikiem wymaga ode mnie wyraźnego rozgraniczenia między czasem spędzonym w pracy a czasem wolnym. Często słyszę od swoich znajomych, że jestem szczęściarą – w każdej chwili mogę odłożyć komputer na bok, odpocząć i zająć się czymś innym. Zaręczam jednak każdemu, że bez samozaparcia ten sposób wykonywania zadań niesamowicie rozleniwia – wszystko mnie bowiem rozprasza, a już szczególnie zapach z kuchni, kiedy mama gotuje obiad (tak, mieszkam od kilku miesięcy z rodzicami, ale odliczam miesiące do momentu, kiedy to się zmieni – byle do września!). Czas wolny wygospodarowany kosztem opóźnienia w pracy nie jest czasem wolnym – głowa nadal bowiem pracuje na pełnych obrotach, myśli krążą wokół tego, co jeszcze zostało do zrobienia, a poziom adrenaliny podnosi się na każdą myśl o tym, że wciąż nie skończyliśmy swoich zadań.

  • Rada: W tym przypadku również znakomicie sprawdzi się zasada ustanowienia codziennej rutyny.

Odpoczynek powinien być czymś, co nam się należy, swoistą nagrodą za wykonaną pracę – dzięki temu nie tylko każda czynność wykonana w czasie wolnym smakuje kilka razy lepiej, ale nie mamy także finalnego poczucia straty czasu. Są oczywiście osoby, którym to kompletnie nie przeszkadza, bo potrafią odnaleźć się w każdych warunkach, rozumiem to. Ja jednak potrzebuję solidnego bodźca, aby zmobilizować się do działania – zazwyczaj nagrodą jest czekające mnie wieczorem kilkadziesiąt stron książki, obietnica ugotowania pysznego posiłku lub kraftowe piwo.

 

Na tapczanie siedzi leń…

Tak – jestem leniwa. I nie uważam tego za coś dziwnego, ponieważ wszystko do tej pory przychodziło mi dość łatwo – satysfakcjonujące oceny w szkole, zdobywanie kolejnych umiejętności, studia także przebrnęłam całkowicie bezproblemowo. Cieszę się, że nigdy nie miałam sytuacji podbramkowych, ale z perspektywy czasu przyznać muszę, że rozleniwiła mnie ta sytuacja i pojawiły się błędy w zarządzaniu czasem. Zawsze miałam na wszystko czas, który zazwyczaj wykorzystywałam na bezproduktywne obijanie się. Straciłam przez to wiele możliwości samorozwoju – dopiero od niedawna zrozumiałam, że przecież jestem jeszcze młoda i umysł mam chłonny, a co za tym idzie – czas chociażby na to, by zacząć się uczyć nowego języka.

  • Rada: Znajdźcie źródło swojego problemu – moje opisane jest powyżej.

W waszym przypadku może to być na przykład zmęczenie, zbyt wiele zadań na głowie każdego dnia bądź stresujący tryb życia, odbierający nam chęci do zrobienia czegokolwiek innego. W tym przypadku postawienie trafnej diagnozy jest niezwykle ważne – zdanie sobie bowiem sprawy z tego, co powoduje nasz stan otwiera nasz umysł i skłania do myślenia.


Sama wiem, jak trudno jest uświadomić sobie możliwość zmiany – obietnica swobodnego obijania się jest bowiem niezwykle kusząca. Znacznie trudniej jest bowiem ułożyć swój plan dnia tak, aby zrealizować założenia w jak najkrótszym czasie. Wynika to z tego, ze nasz mózg jest nastawiony na przyjemności, źle zaś znosi wszelkie konieczności.

Jestem na etapie posiadania wiedzy o tym, ja wiele czasu tracę w ciągu dnia i staram się to zmienić. Zdarzają mi się jeszcze błędy w zarządzaniu czasem, ale wierzę, ze jestem na dobrej drodze do oczyszczenia umysłu ze wszystkich rozpraszaczy. Tyle jest jeszcze przede mną do zrobienia – a czasu jest przecież tak mało!