Za każdym razem, gdy wybieram się w sentymentalną wycieczkę w odmęty mojego dzieciństwa, przed oczami stają mi dwie sytuacje. O dziwo, nie są one związane z jedzeniem, chociaż w tle majaczy zawsze jakaś przekąska. Pierwszą z nich jest zapatrzenie w lecące na Polonii 1 moje pierwsze, japońskie bajki, początek przygody z tym rodzajem animacji, który odrodził się we mnie w czasach gimnazjum. Ciekawe, czy zgadniecie, co marzy mi się jako drugie?

Jeśli obstawialiście książki, wygraliście! Od momentu, kiedy nauczyłam się czytać, totalnie uległam zauroczeniu światem złożonym z literek. Wpadłam po uszy w najpiękniejsze uzależnienie – ciągłą potrzebę czytania książek. To nałóg, który w połączeniu z ukochaną muzyką daje mi ukojenie, spokój ducha i ciągły dopływ wrażeń. A nietrudno było się w nim zatracić…

Jeszcze dwa lata temu byłam zagorzałą zwolenniczką papierowych książek – tak, jak każdy tradycyjny bibliofil zakochana byłam w zapachu papieru, w samej czynności przerzucania stron i przyjemnego ciężaru egzemplarza w torebce. Z wiekiem jednak coraz bardziej zaczęłam odczuwać tę wagę i potrzebowałam znacznie lżejszego, bardziej mobilnego rozwiązania, choć zarzekałam się, że czytnika nie kupię. Tymczasem, już w kilka miesięcy później, byłam dumną posiadaczką niezwykle wygodnego, kompaktowego Kindle’a Touch 7, a przyjaźń z tą niewiele większą od telefonu deseczką zaczęła kwitnąć. Dziś się nie rozstajemy, a ja, kupując nową torebkę, zawsze sprawdzam, czy mój czytnik się do niej zmieści.

czytnik ksiazek

Źródło: kwejk.com/Sarah’s Scribbles

I choć zdarza mi się jeszcze czytać książki w tradycyjnym formacie, znacznie częściej inwestuję w ebooki, zwłaszcza wtedy, kiedy księgarnie internetowe urządzają promocje. Potrafię się wtedy naprawdę obłowić (chociaż mój stan konta poważnie cierpi z tego powodu). Papierowe egzemplarze dostaję albo w prezencie, albo nabywam je wtedy, kiedy tom nie posiada wersji cyfrowej. Zdarza się to jednak coraz rzadziej, gdyż nowości zazwyczaj natychmiast wychodzą w formie elektronicznej, a starsze publikacje także bywają digitalizowane.

Ale dość już ględzenia – sprawdźcie, dlaczego wciąż jestem dumną posiadaczką czytnika.

Czytnik książek? Oczywiście!

Jest dla mnie znacznie wygodniejszym rozwiązaniem

Czytnik książek jest niezwykle praktyczny! Ta mała deseczka ma wystarczająco dużą pojemność, aby pomieścić moją prywatną, elektroniczną biblioteczkę powieści i innych publikacji, które czytam/czytałam w ostatnim czasie. Ponadto nie zajmuje wiele miejsca w torebce, a waży tylko ciut więcej niż mój telefon. Niezależnie od tego, czy siedzę w domu, na uczelni czy w parku, czekam na kogoś w kawiarni bądź jadę tramwajem, w wygodny sposób oddaję się przyjemności czytania. Poza tym w kilka minut mogę kupić kolejną książkę, gdy skończę czytać poprzednią – kiedyś zdarzyło mi się dokonać zakupu w trakcie krótkiej chwili oczekiwania na wejście do gabinetu lekarskiego.

Komfort czytania

Czytnik książek zapamiętuje za mnie miejsce, w którym skończyłam czytać. Co za komfort, zważywszy na to, jak często zakładki wypadają mi z tradycyjnych książek, a ja nie pamiętam później numeru ostatniej przeczytanej strony! Dzięki Kindle nie muszę także skakać po rozdziałach, aby znaleźć interesujący mnie fragment, gdyż wystarczy tylko wpisać wybraną frazę, a czytnik sam ją znajdzie. Do tego ebook znacznie lepiej znosi transport niż tradycyjna książka – nie gniecie się, rogi się nie podwijają, a strony nie wypadają (tak, jak w przypadku klejonych egzemplarzy) podczas intensywnego czytania.

czytnik ksiazek

Mój mały przyjaciel – nosi ślady używania, ale wciąż cieszy mnie komfortem czytania!

Doskonale sprawdza się w podróży

Nie jestem może bardzo aktywną podróżniczką, bo Olsztyn opuszczam zazwyczaj tylko w dwóch przypadkach – jadąc do rodziców, albo do mojej siostry, do Rzeszowa. Poświęcam jednak lwią część czasu przejazdu na przeczytanie kilku rozdziałów książki i zdarza się czasami, że po prostu skończę ją całą. Czytnik jest znacznie wygodniejszy nie tylko ze względu na swoją wagę i gabaryty, ale także dzięki swojej pojemności – nie muszę się martwić, że resztę wojaży spędzę w poczuciu niedostatku lektury, gdyż zawsze mam jakąś zaległą powieść w zanadrzu.

Ebooki są tańsze niż tradycyjne książki

Nie jest to może jakaś diametralna różnica w cenie, ale uwierzcie mi, że kiedy kupuje się kilka książek naraz, te dwa-trzy złote na egzemplarzu znaczy naprawdę wiele. Do tego udaje mi się upolować, dzięki regularnemu śledzeniu promocji na portalu swiatczytnikow.pl naprawdę przyjemne promocje! Ponadto często składamy się z siostrą, także właścicielką czytnika, na zakup konkretnej pozycji. Cena dzieli się na dwoje, a żadna z nas nie musi czekać na swoją kolej czytania – obie otrzymujemy książkę w tym samym czasie!

Czytnik stanowi moją biblioteczkę, zajmując mniej miejsca w mieszkaniu

Książki od zawsze stanowiły dla mnie ważny element wyposażenia mieszkania. W moim domu rodzinnym półki uginają się od różnego rodzaju woluminów, ja też przez jakiś czas kompletowałam swoją kolekcję wydawnictw papierowych. Jednak ze względu na brak przestrzeni w miejscach, w których ostatnio mieszkam, czytnik jest dla mnie niezwykle wygodnym rozwiązaniem. Zazwyczaj po prostu leży sobie na stoliku kawowym, mieszcząc w sobie kilkadziesiąt książek, które w swojej fizycznej formie zajęłyby pewnie wszystkie dostępne półki w wynajmowanym przeze mnie mieszkanku. W przyszłości, kiedy będziemy posiadać z B. swoje własne lokum, pewnie z przyjemnością będziemy inwestować w tomy w tradycyjnym formacie, jednak na razie wariant cyfrowy zwycięża ze względu na swoją praktyczność.


Wiecie, że od kiedy przerzuciłam się z tomów papierowych na ebooki, znacznie częściej czytam? Doskonale wiem, że od pochłaniania książek nie powinno być wymówek, ale był taki moment, gdy rzadziej sięgałam po ulubione powieści ze względu na niski komfort podróżowania z książką w tradycyjnym formacie. Obecnie bez problemu „wyrabiam” swoją tygodniową normę, niemalże śpiąc z czytnikiem. I choć ma on już swoje dwa lata i nie posiada bajeranckich funkcji, jak te dostępne na obecnym rynku, uwielbiam go i polecam każdemu. Bateria starcza mi na przynajmniej miesiąc czytania (cztery książki w ciągu czterech tygodni), nie przeszkadza mi brak podświetlenia, od którego tylko męczyłyby mi się oczy, a sprzęt nie zacina się i nie sprawia problemów.

Decyzja o kupnie czytnika była strzałem w dziesiątkę – ciekawe, czy i Wy się skusicie!