Jesień depcze nam po piętach – dzisiejszy poranek przywitał mnie jej chłodnym oddechem. Dla mnie jest ona jak czekolada – uwielbiam jej dwa paski, a później robi mi się niedobrze na samą myśl o tym, że zostało jeszcze pół tabliczki. Koniec września i październik i nastrajają mnie przyjemnie melancholijnie, ale stopniowo pojawia się jesienna chandra, zmierzająca do przedzimowego finiszu. Wszystko sprawia, że mam ochotę zaszyć się w kącie mieszkania i nie wychodzić z domu. Bleh!

Mimo zmiany pogody, życie jednak toczy się dalej i trzeba nadal wykonywać swoje codzienne obowiązki. W kilku warstwach ubrań oczywiście, aby przypadkiem nie zmarznąć z rana, by w godzinach południowych znowu je zdejmować – w tak prosty sposób włącza mi się gen narzekania, który był mniej aktywny od końca marca, kiedy za oknem przyroda zaczęła budzić się do życia. Być może wynika to z irracjonalnego faktu niemożności pogodzenia się z odchodzącym ciepłem i stopniowym brakiem życiodajnej, słonecznej energii… Albo po prostu z faktu, że jestem Polką, a Polacy uwielbiają mieć powód do narzekania.

Dlatego w naturalny sposób zaczęłam wypracowywać sobie sposoby na to, aby jesienna chandra nie doskwierała tak dotkliwie. Małe narkotyki, które towarzyszą mi na co dzień, a od których w okresie jesienno-zimowym uzależniam się jeszcze bardziej.

Jesienna chandra – pięć powodów, dla których warto ją polubić

1 . Ruda Pichci, czyli gotowanie

Kilka lat temu zaczęłam prowadzić bloga kulinarnego Ruda Pichci, który szybko jednak z bloga stał się jedynie miejscem do zapisywania przepisów rodzących się w mojej głowie, aby ich nie zapomnieć. Zamieszczałam na nim wpisy na tyle nieregularnie, że często zapominałam w ogóle, że istnieje. Dziś przepisy zamieszczam albo w przepiśniku, albo na luźnych kartkach lub po prostu pozwalam im swobodnie krążyć w mojej głowie.

Gotowanie jest jednak czasem tylko dla mnie. Wtedy właśnie rodzą się smaki, które zostaną ze mną na dłużej, albo zostały wypróbowane ten jeden, jedyny raz. Pasja sprawia, że nawet miseczka prostego makaronu z sosem pomidorowym jest dla mnie małym trofeum. Tak – kocham jeść i pichcenie sprawia mi niezwykłą frajdę!

Jesienią w moim garnku ląduje mnóstwo warzyw – wtedy są najlepsze i najtańsze. To czas rozgrzewających gulaszy, lecza, zup doprawionych chilli i imbirem. W planach, w ten weekend, mam jeszcze przygotowanie zapasów sałatki konserwowej, która przypomina mi o ostatnich promieniach słońca.

  1. Trochę świeżego powietrza przed snem, czyli spacer lub rower

Nauczyłam się ostatnio korzystać w pełni z uroków późnoletnich i wczesnojesiennych wieczorów. Pogoda przez ostatnie tygodnie sprzyjała wychodzeniu z domu i nic nie zapowiada się na to, aby coś miało się zmienić. Dlatego staram się, aby przynajmniej pięć razy w tygodniu zagospodarować ten czas w sposób aktywny. Najczęściej wybieram spokojny spacer, sprzyjający ułożeniu myśli w spójną całość. Niedługo zacznie się sezon na upstrzone kolorami liście, więc postaram się to wykorzystać i zrobić do domu jesienną dekorację.

Zakochałam się też ostatnio w jeździe na rowerze! Wiem, że niedługo skończą się ciepłe i suche wieczory, więc chcę korzystać z tego, że mam okazję wyciągnąć swoje dwa kółka z piwnicy. Jazda na rowerze odpręża mnie w sposób magiczny – pęd wiatru we włosach sprawia, że czuję się wolna, a pomysły same rodzą się w głowie. Oby polska złota jesień towarzyszyła nam jak najdłużej i pozwalała cieszyć oczy feerią barw!

jesienna chandra

Okolice Olsztyna są idealne do rowerowych przejażdżek!

  1. Świat wyobraźni, czyli książki

Od dziecka mam tendencję do tworzenia światów w swojej głowie. Wiem, że brzmi to trochę, jakbym przyznawała się do bycia wariatką, ale uwierzcie mi – mam po prostu bujną wyobraźnię i ciekawość świata, które musiały gdzieś znaleźć ujście. Kochałam wszystkie niezwykłe legendy, baśnie i bajki, które opowiadały o faktach słabo związanych z rzeczywistością. I zostało mi to, gdyż dziś najczęściej sięgam po fantastykę.

Przez kilka ostatnich dni mój czytnik śpi spokojnie w torebce, gdyż jestem u siostry i cały dzień wypełnia mi zabawa z moim ponadrocznym chrześniakiem, najsłodszym dzieckiem pod słońcem. Ale jadąc do Rzeszowa, skończyłam czytać „Dziewczynę z Dzielnicy Cudów”, nową powieść Anety Jadowskiej, na którą czekałam z utęsknieniem. Jej serię o Dorze Wilk pochłonęłam w kilkanaście wieczorów, przeżywając osobiście każdą z przygód i marząc, aby kiedyś spotkać na swojej drodze anioła, diabła, i demona. I gorąco wierzę w to, że gdzieś to się kiedyś spełni, w końcu jestem ruda, tak jak główna bohaterka!

Książki pochłaniam, kiedy tylko mogę – wciąż mam w sobie niedosyt zmyślonych światów, które podsycają ogień mojej wyobraźni. Dziś chcę być Triss Merigold, a jutro Patrycją, bohaterką, w której zakochał się profesor filozofii z „Popiołu i Kurzu, czyli opowieściach o światach pomiędzy”  Jarosława Grzędowicza. Przez następne kilka dni z pewnością będę jeszcze pod wpływem „Dziewczyny…”, po cichu snując w swej głowie plan znalezienia i przeniesienia się do Warsu, by poddać się zgubnej, lecz niezwykle pociągającej magii Sawy. Chociaż, Thorn jest jednak bliższy memu sercu…

jesienna chandra

Książka jest cudowna – koniecznie przeczytajcie!

  1. Koc i herbata, czyli czas tylko dla mnie

Kiedy słońce zachodzi, bądź przez cały dzień ani razu nie wychyli lica zza chmury, jestem zwolenniczką teorii koca i herbaty. Tej najzwyklejszej, czarnej, z cytryną – mieszanki, która wywołuje u mnie błogi uśmiech na twarzy. Z parującym kubkiem zawijam się w swój ukochany, miękki koc i oddaję się magii wieczoru. Czytam wtedy książkę lub włączam ulubiony serial – klasyka, prawda? Wychodzę jednak z założenia, że jeżeli coś działa i jest skuteczne, to nie należy z tego zrezygnować tylko dlatego, że jest oklepane. Działa i już – ja jestem zadowolona, a uśmiechnięta Ruda równa się przypływ weny do dalszych działań!

jesienna chandra

Herbata, nawet najpodlejsza, w ukochanym kubku smakuje najlepiej!

  1. Przeczesywanie Internetów

Wieczorem staram się odciąć od aktywnego spędzania czasu przy komputerze – traktuję go jedynie jak telewizor, gdy mam ochotę włączyć sobie odcinek jednego z ulubionych seriali. Ale jest jeszcze telefon! Dłuższe wieczory sprzyjają poszukiwaniu inspiracji – błądzę wtedy po zakamarkach Internetu i przeczesuję Pinterest (jestem tu!), kolekcjonując skandynawskie wystroje wnętrza. Marzę wtedy o tym, jak urządzę swoje własne mieszkanie, na razie jednak próbując wcielać owe rozwiązania w życie w swoim wynajmowanej kawalerce.

Jestem posiadaczką długich włosów, więc oprócz aranżacji wnętrz, lubię szukać także sposobów na ułożenie mojej nieposkromionej czupryny. Rzadko kiedy wykorzystuję je w praktyce, ponieważ jestem nogą w tym temacie – potrafię uczesać się w kitkę lub w dobieranego warkocza, ale korony na głowie zrobić nie potrafię. Nie przeszkadza mi to jednak marzyć i kolekcjonować fryzury z przeznaczeniem na przyszłe wielkie okazje.

Inspiracji szukam też w grupach od kobiet dla kobiet – poświęconych tematyce biznesu, marketingu i zarządzania, np. Biznes, blogowanie i marketing dla kreatywnych kobiet czy Panie swojego czasu. Uwielbiam czerpać z czyjejś wiedzy i doświadczenia, dlatego z pokorą przyjmuję wszystkie wskazówki i wierzę, że uda mi się je niedługo wcielić w życie. To także znakomity sposób na to, aby znaleźć tematy, którym chciałabym poświęcić przyszłe posty – polecam!

 

A jak Wy radzicie sobie ze stopniowym brakiem słońca i coraz chłodniejszą aurą? Zostawcie swoje sposoby w komentarzach – pomysłów nigdy dość! 🙂