Bez bicia przyznaję się, że wystartowałam z blogiem w złym momencie. Złożyło się na to kilka ważnych dla mnie czynników – zagadnienia okołopracowe, wakacje i zbliżający się egzamin doktorancki, a do tego przeprowadzka… Miało być regularnie i w czasie, a wyszło niezorganizowanie i bez weny. Smutny koniec rozdmuchanego początku.

Egzamin doktorancki i przeprowadzkę mam już za sobą, w pracy nadal kociołek, a ja staram się wrócić do rutyny. Bez pośpiechu, bo pośpiech jest złym doradcą.

Wczoraj przez cały dzień przeżywałam dołujący niepokój. Obdzwoniłam rodzinę pytając, czy wszystko u nich w porządku, sprawdziłam wcześniej niedopięte sprawy – okazało się, że był to zły trop, nigdzie nie znalazłam przyczyn tępego ucisku w żołądku. Im dłużej szukałam i zastanawiałam się nad tym, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że wszystko wokół mnie jest w najlepszym porządku, a to po prostu ja wewnętrznie, nieświadomie panikuję. I w sumie nie jestem pewna, z czego to się wywodzi.

Poczułam jednak, że czas wziąć się w garść i jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć i B.

Metoda małych kroków

Radykalne zmiany nigdy nie wychodziły mi na dobre. Mimo że jestem gorącą zwolenniczką poglądu, iż zmiana jest jedyną stałą we wszechświecie, mam problemy z adaptowaniem się do nowej rzeczywistości, do nowych warunków. Dlatego jeśli chcę wrócić do pisania, do dzielenia się z Wami wskazówkami i przemyśleniami dotyczącymi otaczającego mnie świata, muszę przyjąć metodę małych kroczków.

metoda małych kroczków

Nowy etap przede mną!

Tych przemyślanych, ale i takich podejmowanych pod wpływem chwili, spontanicznie. Zrozumieć siebie i na nowo zaakceptować – przeanalizować to, co lubię, a co lepiej zostawić bardziej doświadczonym od siebie i korzystać z ich wiedzy. Uczyć się na własnych błędach, bo któż ich nie popełnia? Nic bardziej nie hartuje ducha niż znalezienie powodu tego, że dążąc do celu gdzieś się po drodze zbłądziło.

Przede mną cztery lata studiów doktoranckich. Podejmuję je dla siebie, gdyż czuję, że zatrzymałam się w pewnym miejscu, z którego nie mogłam wyjść – bez perspektyw na dalszy, intensywny rozwój intelektualny. Wierzę, że doktorat otworzy przede mną nowe możliwości – wątpię, czy zawodowe, ale na pewno będzie to sposób na regularnie poszerzanie wiedzy. Tych małych kroczków, które zaprowadzą mnie gdzieś dalej niż oglądanie śmiesznych psów w Internecie.

Wszystko przede mną – wystarczy jedynie podjąć wyzwanie i podążyć przed siebie krokiem tip-top.

A jedyne, w co muszę się uzbroić, to uśmiech!