Witam Was kochani w nowym, 2017 roku!

Poprzedni post dotyczył noworocznych postanowień, więc pozostańmy w tym klimacie jeszcze przez chwilę.  Przyznajcie się – ile sobie obiecaliście i jak dużo czasu zamierzacie na to przeznaczyć? Już teraz życzę Wam rzeki wytrwałości – w końcu na własnej skórze przekonuje się codziennie, jak ciężko o samodyscyplinę.

Dziś chcę się z Wami podzielić jednym z najważniejszych postanowień, jakie przed sobą postawiłam. Traktuję to z jednej strony jako formę autoterapii, gdyż być może przelanie moich życzeń na wordpressowski papier uczyni je rzeczywistością w znacznie mniej bolesny sposób. A z drugiej strony zaś chcę Was zachęcić do podjęcia ze mną tego wyzwania, gdyż, jak wspomniałam w poprzednim poście, posiadanie towarzystwa jest niezwykle motywujące.

Otóż, zamierzam w tym roku zmienić swoje nawyki żywieniowe. Mój dotychczasowy styl jedzenia był po prostu… polski, oparty na domowej, smacznej kuchni. Nie jadam „na mieście”, nie stołuję się w żadnych fast foodach (nie pamiętam, kiedy ostatnio odwiedziłam McDonalda lub KFC), a gdy już zdarzy mi się wyjść do restauracji na obiad lub kolację, stawiam na zdrowe, sycące posiłki. Uwielbiam gotować, więc po prostu nie odbieram sobie tej przyjemności!

Diagnoza: obżartuch

Problemem jest zaś to, że uwielbiam jeść. Myślę o jedzeniu o każdej porze dnia (a czasem i nocy, gdyż moje sny często mają podtekst kulinarny) i nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy ktoś mógłby mi zabronić stanąć przy kuchence z garnkiem i patelnią, kategorycznie ogłaszając, że nigdy już nic pysznego nie ugotuję. Tak, to zdecydowanie byłby jeden z moich najgorszych koszmarów. Mama non stop powtarza, że lubię sobie dogadzać – coś w tym jest, nie tknę bowiem za Chiny Ludowe tego, co mi nie smakuje (zazwyczaj podaję przykład zupy fasolowej, gdyż wzdrygam się na samą myśl o zjedzeniu białej fasoli).

Niestety, mojej miłości do jedzenia towarzyszy fatalna przemiana materii – zawsze śmieję się, że mój chłopak, który jest bardzo szczupły chudnie, a ja zaś tyję za nas dwoje. Choruję na niedoczynność tarczycy, która na pewno nie sprzyja zrzucaniu zbędnych kilogramów, a wręcz przeciwnie – ułatwia tłuszczykowi znaleźć wygodne lokalizacje do zamieszkania, w moim przypadku w zatłoczonych, ekskluzywnych okolicach brzucha i piersi.

Spójrzmy więc prawdzie w oczy – określam siebie w hasztagach na Instagramie jako #foodie, a tymczasem jest ze mnie zwyczajny #żarłok.

Dlatego podjęłam decyzję – początek nowego roku chcę wykorzystać na zmianę zawartości swojego żołądka, a co za tym idzie, lodówki i szafek w kuchni. Jak zatem zamierzam zmienić swoje nawyki żywieniowe?

  1. Będę układać jadłospis z obiadami na cały tydzień

Tę metodę stosowałam przez miesiąc we wrześniu i przyznać muszę, że była bardzo skuteczna. Zrezygnowałam z niej tylko dlatego, że po prostu wygodniej było mi myśleć z dnia na dzień o tym, co przygotuję na obiad następnego dnia. Zabieg ten pozwala nie tylko na ograniczenie spożywanych kalorii, ale także na zaoszczędzenie kilku cennych złotówek.

nawyki zywieniowe

Taką zupę dyniową przygotowuję ze sporym zapasem – gotuję duży gar, a później zamrażam i zjadam, kiedy nie mam czasu na pichcenie!

Dlaczego? Mój jadłospis opierał się bowiem na tym, co aktualnie było w promocji. Zazwyczaj kupuję żywność w Biedronce lub Lidlu, więc orientuję się w cenach swoich ulubionych produktów. Początkowo w niedziele, a później w środy, siadałam z moją ulubioną aplikacją gazetkową Blix i wypisywałam wszystko to, co warte było podjęcia decyzji o zakupie. Na tej podstawie układałam menu na cały tydzień, w ciągu tygodnia dokupując ewentualnie wodę, mleko i świeże pieczywo. Pozwoliło mi to kontrolować wydatki, ograniczając rzekę codziennie wydawanych pieniędzy do małego strumyczka. Zaczęłam mieścić się w założonym budżecie, nie marnując przy tym jedzenia. Czas do tego wrócić!

Zakładam też, wzorem mojej siostry, system kopertowy, w którym już leżą przygotowane na żywnościowy cel pieniądze na cały miesiąc.

W czeluściach Internetu znajdziecie gotowe do wydrukowania jadłospisy, na przykład tu!

  1. Będę piła więcej wody

Moim odwiecznym problemem jest to, że nie umiem zakodować w sobie nawyku picia zdrowej ilości wody dziennie. Doskonale wiem, jak ważne jest uzupełnianie płynów, ale po butelkę dobrej jakości bezbarwnego płynu tak naprawdę sięgam tylko latem, kiedy to temperatura zmusza mnie do regularnego nawadniania się. Na szczęście zimą wlewam w siebie kilka kubków herbaty dziennie (z kawy zrezygnowałam już kilka miesięcy temu), ale nic nie zastąpi wody.

nawyki zywieniowe

Gorąca herbata z cytryną z rana to podstawa!

Dlatego w tym roku, krok po kroczku, chcę wyrabiać w sobie ten niezwykle zdrowy nawyk. Nie zawsze kupuję wodę butelkowaną, więc już teraz dbam o to, abym zawsze miała na podorędziu czajniczek wody przegotowanej. Nic, tylko pić!

  1. Uzupełnię jadłospis o odpowiednią ilość warzyw i owoców

Jestem typowym mięsożercą – drób, wieprzowinę lub wołowinę jadłabym do każdego posiłku. Jednak po okresach świątecznych, takich jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, kiedy to stoły uginają się od półmisków mięsa w przeróżnych postaciach, doceniam chrupkość i świeżość zwykłej sałatki z kapusty pekińskiej, pomidora, ogórka, cebuli i fety, a na drugie śniadanie odruchowo sięgam po jogurt naturalny i owoc, który mam na podorędziu.

nawyki zywieniowe

Zestaw na idealne przedpołudnie!

Czas zrozumieć, że nie samym mięsem żyje człowiek. Oczywiście, jest pyszne i uwielbiam przyrządzać je na przeróżne sposoby, ale warzywa i owoce znacznie lepiej uzupełnią moją dietę w przeróżne składniki, na których niedobór cierpi mój organizm. Poza tym kilka mandarynek zjedzonych w okresie zimowym, wtedy, gdy są najsłodsze jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A marchewka poprawia koloryt skóry, prawda? 🙂


Plan mam już gotowy i przyznam Wam się, że już zaczęłam wprowadzać go w życie. Zmiana nie jest łatwa, ale metoda małych kroczków działa zawsze, a zwłaszcza wtedy, kiedy towarzyszy jej dawkowanie rezultatów. Ja nie oczekuję gruszek na wierzbie, a im dłużej odwlekałabym wprowadzanie zdrowych nawyków, tym trudniej byłoby mi zamienić je z pustych słów w działania. Dołączcie do mnie, bo razem raźniej!

I dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze żywieniowe postanowienia noworoczne!