Na przeprowadzkę nigdy nie ma dobrego czasu. Dlatego niemal natychmiast po podjęciu tej decyzji i wynajęciu mieszkania spakowałam manatki i wyemigrowałam ze swojego rodzinnego miasteczka do Olsztyna, miejsca, z którym byłam wcześniej związana studiami. A to był dopiero początek…

Zapakowany po brzegi samochód plus mnóstwo przedmiotów, które czekały na mnie już niemal rok w zaprzyjaźnionej piwnicy. Niby nie było tego wiele, biorąc pod uwagę moją skłonność do chomikowania, ale jednak w pewnym momencie zaczęłam odczuwać, że gubię się już w tym, co zabrałam, a co jeszcze mogłabym zabrać – nawet pomimo wcześniej sporządzonej i skrupulatnie sprawdzanej na każdym kroku listy. W głowie natychmiast zapaliła się czerwona żaróweczka  z migającym napisem „panika”.

Zaczęło się. Przypadłość, na którą cierpię już od dawna, czyli stres międzyzadaniowy.

Objawia się on poczuciem braku kontroli nad wymykającymi się spod kontroli zadaniami. Jest nieujarzmiony – wszelkie próby powtarzania sobie, że przecież planowałam to już wcześniej, mam na to czas i jestem w pełni przygotowana spełzają na niczym.

Czym jest stres międzyzadaniowy i jak sobie z nim radzić?

 

Co powoduje stres międzyzadaniowy?

Trudno jest określić jakie dokładnie czynniki powodują występowanie takiego stanu z jednego prostego względu – ile ludzi, tyle osobowości i podejść do tematu organizacji czasu. Ja, diagnozując samą siebie, mogę wymienić cztery najważniejsze:

  • odczuwanie stresu w przypadku każdej z sytuacji burzącej naturalny porządek i codzienną rutynę,
  • wewnętrzna nerwowość,
  • nastrój osób towarzyszących (w moim przypadku jest to przede wszystkim mama, od której ten stres chyba przejęłam),
  • spontaniczność działań, niskie umiejętności zarządzania czasem.

 

Czwarty punkt, jako czynnik zewnętrzny, okazał sie dla mnie najłatwiejszym do wyeliminowania – głównie dzięki zgłębianiu tajników time managementu.

Dwa pierwsze zaś stanowią barierę, która kruszeje, ale wciąż jest niezwykle ciężka do pokonania – wciąż bowiem uczę się panować nad swoim porywistym charakterem i skłonnością do perfekcjonizmu. Są one bowiem o tyle trudniejsze, że kiełkowały we mnie przez X lat, zanim zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Obecnie jestem na etapie akceptacji ich istnienia i przejmowania kontroli nad nimi – tak, aby nie zaburzały procesu nabywania umiejętności zarządzania czasem.

Trzeci zaś to czynnik, którego eliminacja jest jak walka z wiatrakami, dopóki osoba występująca w roli rozpraszacza sama nie zda sobie sprawy z faktu, iż ma problem.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na występowanie stresu międzyzadaniowego są takie cechu charakteru jak punktualność czy wysokie poczucie odpowiedzialności za wykonywaną czynność. W dzieciństwie odzwierciedlało się to przede wszystkim w przekonaniu, że wszystko najlepiej potrafię zrobić sama, a pomoc rówieśników tylko niepotrzebnie opóźniałaby moją pracę.

 Dziś zaś moje umiejętności interpersonalne oraz pracy w zespole są na znacznie wyższym poziomie, ale wciąż pozostało niezdrowe pojęcie o stawianiu się na umówioną godzinę. W praktyce wygląda to bowiem tak, że jeśli sama kontroluję swój czas, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak wykonuję jakąś czynność z drugą osobą, a mamy ograniczony limit czasowy (sytuacja z życia wzięta – idziemy na autobus komunikacji miejskiej), denerwuję się za każdym razem, gdy muszę czekać na swojego towarzysza. Oprócz mętliku w głowie i negatywnych emocji odczuwam wtedy także objawy fizyczne, takie jak skręcanie w żołądku czy ból głowy.

stres międzyzadaniowy

Uśmiech jest znakomitym lekarstem!

Wciąż się uczę!

Mój partner zawsze powtarza, że niepotrzebnie dokładam sobie nerwów w codziennych sytuacjach. Ma oczywiście rację, ale moja wewnętrzna skłonność do buntu każe mi zaprzeczyć jego słowom.

Nieustannie jednak nad sobą pracuję poprzez:

  • uczenie się planowania spraw do zrobienia i odhaczania tych wykonanych, aby zachować systematyczność (pomaga mi w tym wewnętrzny upór),
  • przejmowanie wpływu nad tym, co wydarzy się w moim życiu,
  • budowanie codziennej rutyny,
  • wyrabianie w sobie zdrowych nawyków, co również ma wpływ na systematyczność działań,
  • odczuwanie przyjemności z tego, że mam kontrolę nad swoim życiem.

 

Stres międzyzadaniowy wydawał mi się kiedyś przeszkodą nie do pokonania – czymś, co leży w mojej naturze i jest nierozerwalnie związany z moim charakterem. Dziś jednak coraz mniej wydarzeń w moim życiu mnie zaskakuje, co bezpośrednio przekłada się na świadomość bycia gotową na to, co przyjdzie. Planuję i realizuję te plany, a nawet jestem zadowolona z ich skutków.

W końcu, nic nie przychodzi z dnia na dzień, jeśli się o to nie zawalczy!

PS. Zaglądaliście już na fanpejdż Hack Your Life? 🙂