Jak wielu ludzi jest na świecie, tak wiele jest sposobów na zarządzanie własnym czasem. Bo nawet brak utartej drogi jest jakimś sposobem, tyle, że nieujętym w sztywne reguły, a napędzanym biegiem dnia i przyjętym stylem życia. Wszyscy jednak w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że gdyby zebrać w jeden okres wszystkie uciekające chwile, moglibyśmy zyskać to, czego nam tak bardzo brakuje.

To, przez co tracimy czas nie musi być oczywiste, tak jak oglądanie telewizji, podczas gdy w tle piętrzy się stos nieskończonych zadań. Złodzieje czasu czają się w małych rzeczach, które na pozór są niewidoczne, nieuświadomione i jakby… swojskie. Przyzwyczajamy się do nich, nie biorąc pod uwagę ich negatywnego wpływu – po prostu ich istnienie staje się dla nas wygodne.

Gdzie zatem szukać naszych znajomych złodziei czasu?

 

W braku koncentracji

Przynajmniej raz w tygodniu zdarza mi się dzień, kiedy na myśl o jakiejkolwiek aktywności związanej z moją pracą czuję tępy ból głowy.

Do tego dochodzą: absolutny brak koncentracji, ciągłe rozpraszanie błahymi sprawami i momenty ślepego wpatrywania się w komputer w nadziei na to, że może jednak uda mi się coś napisać. Stan ten szkodzi mojej kreatywności, nie jestem bowiem w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek twórczej myśli.

Skąd bierze się brak koncentracji?

Pierwsza myśl – z przepracowania. Ja jednak bardziej skłaniam się ku temu, iż zazwyczaj mamy zbyt wiele spraw na głowie i nie umiemy ich uporządkować w jeden, wspólny program zadań.

Jak walczę z tym stanem? To trudny do wyeliminowania złodziej czasu, ale pokonanie go nie jest niemożliwe. Wystarczy po prostu zaakceptować to, że nie zawsze jesteśmy w stanie działać dając z siebie  100% swoich możliwości – czasem nasz mózg potrzebuje odrobinę zwolnić, by później znów działać na pełnych obrotach. Więcej o moich sposobach na koncentrację przeczytacie w Praca zdalna – dlaczego nie jest dla mnie?

złodzieje czasu

Ale jak to? Ja, twoja ukochana kawa cię rozpraszam?

 

W dezorganizacji codziennych spraw

Często trudno nam jest uświadomić sobie, jak wiele czasu tracimy na podejmowanie decyzji.

Wynika to z faktu, że żyjemy z dnia na dzień, zamiast ustalić plan działania przynajmniej na nadchodzący tydzień. Ciągle rozwijam swoją umiejętności planowania, ale jestem na etapie podekscytowania jego efektami. Na razie pomagają mi w tym aplikacje takie, jak Asana czy Todoist, a także zwykłe kartki papieru, na których zapisuję wszystkie nadchodzące sprawy i odhaczam je kolorowymi długopisami.

Staram się także zawsze po przebudzeniu zweryfikować plany na nadchodzący dzień – tak, aby nic nie mogło mnie zaskoczyć (a przynajmniej nie negatywnie).

 

W kiepskiej komunikacji

Przypomnijcie sobie – jak często zdarzyło wam się konieczność zweryfikowania waszych planów tylko dlatego, że ktoś źle was zrozumiał?

Uświadomiłam sobie niedawno, że  przytrafiało mi się to zdecydowanie za często. Dlatego właśnie przyrzekłam sobie, że wszystkie „sporne” kwestie będę dogadywać jeszcze przed rozpoczęciem zadań. Pomaga mi to oszczędzić straty czasu związanej z dezorganizacją pracy. W pracy zdalnej jest to szczególnie przydatne – komunikuję się ze współpracownikami nie tylko telefonicznie, ale także za pomocą Slacka, który umożliwia nie tylko prowadzenie rozmów ogólnych czy prywatnych, ale także przesyłanie plików.

 

W kotach/psach/kurczakach w Internecie

Tak, jestem internetowym maniakiem.

Uwielbiam przeczesywać jego czeluści w poszukiwaniu tego, co najbardziej mnie interesuje. Często jednak łapię się na tym, że robię to w tym samym czasie, który powinnam przeznaczyć na aktywności związane z pracą. Bycie specjalistą ds. social media wymaga więc ode mnie tego, żeby skupić się tylko i wyłącznie na tym, co chcę opublikować, chociaż zdarza mi się trochę zapędzić się w poszukiwaniach np. gifa, który idealnie odzwierciedlałby myśl, którą chcę przekazać.

Dlatego najlepiej jest ograniczyć korzystanie z Internetu tylko do jednego urządzenia. Kiedy używam komputera, wyłączam WiFi w telefonie i odwrotnie – dzięki temu rozpraszam się znacznie rzadziej.

złodzieje czasu

A tak wyglądam… Cholerka, znowu się zapędziłam!

 

W braku asertywności

Jeden z najgroźniejszych złodziei czasu to brak asertywności.

Zdarza nam się, że nie umiemy powiedzieć „nie”, gdy ktoś nas o coś prosi. Często tracimy przez to czas, który moglibyśmy przeznaczyć wykonywanie swoich obowiązków , a przez to osiąganie życiowych celów. Brak tej umiejętności często rodzi także rozczarowanie, gdyż nie ma nic bardziej przykrego, gdy widzimy, jak ktoś kosztem naszych słabości wykorzystuje nas do wykonywania swoich obowiązków.

Mówmy NIE. Nie bójmy się użyć tego słowa i znajmy jego wagę. Nauczmy się, choć wiem, że to ciężkie, odróżniać osoby potrzebujące pomocy od wykorzystywaczy. Dopiero wtedy będziemy mogli uświadomić sobie, jak intensywnie inni ludzie ingerowali w nasze 24 godziny.

 

W braku życiowego celu

„Cel” jest słowem górnolotnym – często boimy się go użyć, gdyż uważamy, że nasze codzienne sprawy są zbyt błahe, by określić je tym mianem.

Nic bardziej mylnego – realizowanie celów pomaga nam bowiem zdyscyplinować się, zmotywować, a w końcu dopiąć swego.

Nauczmy się definiować cele krótkoterminowe i długoterminowe. Notujmy je w sposób najbardziej nam odpowiadający:

  • użyjmy odpowiedniej aplikacji, np. MyFitnessPal do śledzenia postępów w kontroli wagi,
  • obserwujmy i zapisujmy rezultaty na kartkach bądź w notatniku.

Niezwykle pomocne w osiąganiu celów może okazać się znalezienie towarzysza, który obierze ten sam bądź podobny cel. Dzielenie się doświadczeniami podkręca motywację, pomaga utrzymać odpowiedni poziom dyscypliny, a także dostarcza wielu pozytywnych emocji, takich jak radość z dokonywanych postępów.

 

W przeszkadzaczach

Przeszkadzacze pojawiają się w momencie, gdy zależy nam na utrzymaniu koncentracji na równym poziomie.

To współpracownik, który przyjdzie pogadać tylko dlatego, że skończył swoje zadanie wcześniej niż zakładał, powiadomienie o nowym lajku na Facebooku czy przemożna chęć wypicia kawy.

To one sprawiają, że tracimy chęć i zapał do pracy, a także gubimy myśl i ciężko nam do niej wrócić. W walce z przeszkadzaczami ważna jest umiejętność punktu piątego, czyli asertywność . Wystarczy bowiem kilka razy w wyraźny, aczkolwiek sympatyczny sposób, uświadomić osoby przebywające w naszym towarzystwie, że czas, który przeznaczamy na pracę, jest czasem świętym.

Punkt ten jest niezwykle ważny dla osób, które pracują zdalnie we własnym domu. Ja miałam to szczęście, że rodzice zawsze doskonale rozumieli, że w określonych godzinach nie należy mnie angażować w sprzątanie domu bądź wyjście z psem, gdyż jestem wtedy w pracy. Teraz, gdy mieszkam sama, liczba przeszkadzaczy zmalała, jednakże muszę walczyć z własną skłonnością do dezorganizacji pracy.

 

Jeżeli któryś z tych punktów brzmiał dla was znajomo, oznacza to, że podobnie jak ja, ulegacie złodziejom czasu. Wcale wam się jednak nie dziwię – tak, jak wspomniałam na początku postu, są one na tyle znajome, że przyzwyczajamy się nich mimowolnie i traktujemy je jako część codziennej rutyny. Dopiero ich wyeliminowanie może uświadomić nam, że lwią część dnia tracimy na błahostki.

 

Podzielcie się ze mną, który z punktów sprawia wam najwięcej trudności!